Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket pursulka blog
::księga gości::

2008
grudzień
wrzesień
lipiec
maj
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
2005
lipiec
maj
kwiecień
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2003
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
Kroliki listopadowe
Photobucket
pursulka 2008-12-03 22:46:55
skomentuj (7)
Z Bielska do Poznania jak z Myrtle do Howey
Szast prast! I znowu kilka miesiecy odeszło. Odeszła tez Ciocia, po jak zwykle nieuczciwej walce. Stryj mowi, ze wygladala tak pieknie jak nigdy. Zdazylismy ja jeszcze odwiedzic ze Stasinkiem, w trojke, przy okazji przedostatniej wizyty w Poznaniu. Szkoda ze ostatnio, gdy zahaczylam o Poznan wracajac znad morza, nie udalo mi sie wygospodarowac czasu. Usprawidliwia mnie tylko to, ze hospicjum, to nie miejsce dla Stasia, a Maks pojechal do Bielska wczesniej. A teraz moge ja juz wmyslach odprowadzic i polozyc pare rozyczek na grobie.
                                                            ************************
Ech...... bylo mi dobrze na tych starych smieciach. Z Milkiem nareszcie pogadalysmy sobie do woli. Nasze spotkanie znowu niestety staly sie swietem (jak w USA). Dystans miedzy Bielskiem a Poznaniem jest jednak dosc spory,no przynajmniej na poranna kawe nie mozna sie umowic poprzedniego dnia......
Tym razem pojade do POznania w tych przykrych okolicznosciach i niestety tylko na poltora dnia. Smutna to okazja ale dzieki niej zobacze Tatula, Stryja, Kubila, pewni Milka i moze paru innych znajomkow.

Milek ostatnio gdy rozmawialysmy sugerowal, ze moze jednak kiedys do tego Poznania wrocimy i mimo,iz czuje sie tu dobrze, bo to zawsze byl moj drugi dom, to przyznam szczerze, ze ludzi wszystkich, knajpek, atmosfery i sentymentalnych wspomnien wyzierajacych z kazdego kata, brakuje mi bardzo. A przede wszystkim chyba znowu troche jestem, na wlasne zyczenie, odizolowana.....
W Poznaniu poszlabym na kawke z Milkiem albo z Niunia gdzies bysmy uciekly wieczorkiem. Jak nie Mamie to Cioci podrzucilabym Stasinka i urwalabym sie gdzies z mezem albo bez.....
A tu.... w Bielsku... zadne  takie nieprzyzwoite pomyslynie przychodza mi nawet do glowy, bo najzwyczajniej nie mam z kim.
Zaczelam za to studia podyplomowe na Uniwersytecie Slaskim. I co z tego bedzie to zobaczymy za dwa lata.
Na razie zajecia sa baaardzo ciekawe a ja wyrywam sie z domu na weekend z mila checia.
                                                                   **********
Do prac, szczegolnie takich, jakie mi proponowano jakos mi nie spieszno. Bo albo byly to prace zajmujace mi z dojazdem godzin 11 w ciagu dnia- a to w przypadku matki 1,5 rocznego chlopczyka zdecydowanie za duzo, albo zajecia tak niewiele platne, ze pensja nie wystarczylaby nawet na pokrycie kosztow opiekunki. Siedze wiec przyczajona, przegladam ogloszenia dzielnie, raz w tygodniu i licze, ze w koncu cos sie przyzwoitego trafi.....A jak nie to juz za rok zaczne sie gdzies wkrecac  i szlifowac moj nowy, zupelnie swiezutki fach....
                                                                   ************
Stasinek poszerzyl swoj slownik rzecz jasna i jest on teraz tak obszerny, ze spisywanie tegoz dorobku zajeloby mi  zbyt dlugo. W kazdym razie, prosze mi wierzyc, ze porozumiewamy sie bezblednie chociaz to mialo miejsce wlasciwie od poczatku naszej znajomosci, nawet wowczas gdzy Stasinek slow  jeszcze nie znal......
Maksi zadowolony, ale kiedy ten czlowiek nie byl zadowolony (oprocz sytuacji gdy nie ma w domu co jesc). Jezdzi sporo - to Holandia, to Niemcy, to Klodzko a to znowu zona go wiezie do Lodzi. Taka praca, w morde jeza. I moge sobie wzdychac i prychac on musi jechac. Rola szofera powoli jednak przestaje mi odpowiadac. MOj maz , mimo, iz ma prawo jazdy , nie moze jezdzic samochodem do momentu, dopoki nie minie pol roku od czasu jego przyjazdu do Polski. A tak! To wlasnie jest nasze prawo. Cale szczescie owo pol roku juz wlasnie mija i zaczne nareszcie pic wino na uroczystosciach rodzinnych Wszystkie ostatnie spotkania rodzinne spedzilam topiac wzrok teskny w naleweczkach, piwku i winku,wiedzac, ze po skonczonej biesiadze trzeba rodzine odwiezc do domu.
                                                                              **************
Zanim zaczely sie te potworne chlody, przyjechal do nas Andriej, brat Maksa. Zdazylismy zabrac go na kajaki, bo upal byl 40 stopniowy a on nas z kolei zaprosil do browaru "Zywiec" bo byl tam umowiony z kolega po fachu ( mlodszy Pan inzynier pracuje dla Heinekena na Uralu). Ja w roli szofera zalapalam sie na ogladanie tych wszystkich cudow, ale szczerze wyznam, po 15 minutach kadzie mylily mi sie z pompami a slod z chmielem. W dodaku chlopcy po skonczonje wizycie usiedli pod parasolami i zamowili po dwa piwka - a ja co? Przelykalam slinke. Andriej zrobil na mnie bardzo dobre wrzenie. Sa z Maksem bardzo rozni ale maja na pewno jedna wspolna ceche - ogromny spokoj i dojrzalosc o ktora trudno podejrzewac tak mlodo wygladajaych chlopcow. POgadalismy sobie szczerze i o tymi o owym i mam nadzieje, ze juz wkrotce uda nam sie spotkac rowniez z zona Andrieja a przede wsystkim poznaja sie bracia stryjeczni - czyli Stas i Daniel (och..... jak ja nie lubie tego imienia), ktorzy urodzili sie w odstepie dwoch dni.
      
                                                                            ******************
Z Jagusia,moja Mama Chrzestna, zyje sie nam bardzo dobrze i chociaz czasami, jak to mlodzi ludzie, chcielibysmy byc sami, to musze szczerze przyznac,bez niej jest mi duzo trudniej. Bo Jagusia kochana,zajmuje sie Stasinkiem jak wlasnym wnukiem. Dzieki niej moge jezdzic na rozmowy w sprawie pracy, mozemy pojsc do Teatru ( ostatnio Frida K. wystawiana po raz pierwszy w Teatrze Polskim w Bielsku) Jagusia gotuje pyszny krupniczek i pomidorowa, o swicie potrafi usmazyc gore naleznikow z twarozkiem i zawsze przynosi fantastyczne andruty z tylko sobie znanego sklepu. Mam teraz za swoje... Jagusia jest na wakacjach,pogoda sie sknocila, do ogrodka wychodzic nie mozemy, ksiazeczki ,mimo iz mamy ich 1000, znamy juz na pamiec a tatus Maks wraca do domu o 19...... AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA Jagusiu wracaj.
Dobrze ze w przyszlym tyg. przyjedzie Moja Mama na pare dni. A ja do POznania i hulaj dusza.......na stypie.


Zdjecia zalegle w trakcie obrobki sa....zaladuje wkrotce

Photobucket

         Wyjazd na HEl w sierpniu, rodzinka w komplecie

Photobucket


           Plaza, juz nie taka ciepla jak w Myrtlach


Photobucket Stroj obowiazujacy nad brzegiem morza - bluzy z dlugim rekawem...


        


                                   Photobucket


                         Gdansk w "niepogode"



 

  
                          Photobucket

     Stasinek i rower, Bielsko

Photobucket


            Obiadek ze stryjkiem Andriejem, Bielsko, wrzesien 2008

      Photobucket


             Maksi i Andriej ( na piwku w Zywcu a mnie zasyacha w gardle) 

            Photobucket


                 prawdziwki, Oksa 2008

                 Photobucket


                         Stas w Poznaniu, podrzemce, sierpien 2008


                       Photobucket


          Stas z Babunia Grazyna - moja Mama, w Bielsku




pursulka 2008-09-17 21:27:40
skomentuj (2)
Hej, Hej, Tuhajbej - jak mawiała moja ukochana Babunia
Tuhajbej  - czyli tatarski książe Krymski z powieści Ogniem i mieczem. Ojciec niejakiego  Azji-Tuhajbejowicza(niezapomniana rola Olbrychskiego).
Tuhajbej i zawołanie Babuni powraca do mnie na każdym kroku z racji tego, iz znaleźliśmy sie,cała trójka w miejscu, które poznałam i pokochałam własnie dzięki Babuni.
Wielka, kolejna przeprowadzka trwała cały dzień a samochód w drodze na południe pękał w szwach (jak zwykle, na siedzeniu pasażera, oprócz mnie, znalazły sie dwie troby, poduszki, kołderka, plecaczek-nosidło i nocnik- żołty z mordka foki). Żal nam było zostawic dopiero co, dwa miesiące wcześniej, uwite gniazdko poznańskie. Nasze malutkie, przyciasnawe, ale świetnie zagospodarowane i przytulne mieszkanko zdało egzamin znakomicie.
Teraz od Poznania dzieli nas 6 i pół godziny. Mieszkamy w pieknym, starym przeszło stumetrowym domu. Wielki ogród za domem chętnie użycza nam swojego cienia w upały, karmi czerwonymi porzeczkami, cierpkimi wisniami i maleńkimi poziomkami. Cierpliwa trawa bez protestów przyjęła na swoje łono spory basen, piaskownice,  kolorowe ciężarówki, piłki i depczące po niej małe, tłuste stópki.
W oddali dumnie i niestrudzenie pręża pierś góry.
Mamy się świetnie.
Maks bardzo lubi swoją pracę. Jest jeszcze ciekawsza niż ta w Poznaniu. Ludzie okazali sie sympatyczni(tylko kobitek nie ma, sami inzynierowie). Staś codziennie rano, po ubraniu i śniadaniu pędzi do dużego pokoju krzycząc : "ogóda" (czyli chce pojść do ogródka) i tam pozostaje do pierwszej drzemki.
Drzemka Stasia, to dla mnie czas na zalatwienie wszystkich domowych spraw, obdzwonienie kogo trzeba, wstawinie obiadu i poumawianie sie na rozmowy w sprawie pracy.
Tak..... podjęłam tę decyzję. Zobaczymy jak pojdzie jej rezlizacja. Na razie mam za sobą 3 rozmowy, wszystkie trzy z możliwością pracy z tym że jedna - to dziennikarstwo za grosze, druga - to wysokie stanowisko z dobra pensja okupiona niewidzeniem rodziny prawie w ogóle a trzecia jest w trakcie negocjacji.
Postanowiłam najpierw poszukać pracy a potem pomyśleć jak rozwiążemy kwestie opieki nad Stasinkiem.

Życie nasze od wyjazdu z Poznania stało sie jeszcze bardziej intensywne. Właściwie każdy weekend spędziliśmy poza domem- zwiedzanie zamków (ruin) na jurze Krakowsko - Częstochowskiej, pobyt na wsi u znajomych Nusiora,  krótkie odwiedziny Eryków,urodziny dwudniowe Nusiora w weekend kolejny, weekend u Rodziców Marysi (żony mojego najlepszego na świecie Kuzyna-Marcina)- to atrakcje które uświetniły nasz pierwszy miesiąc po przeprowadzce. Wrażeń coniemiara. Teraz zapowiada sie seria urodzin (Maksowe, moje, Maćkowe, zaległe imieniny Wujka) i wyjazd gremialny nad morze w sierpniu....
Tak, na nude narzekać nie możemy.
Tylko "poznaniaków" brak.
Co prawda Niunia przyjeżdża do nas na chwilke w niedzielę, w drodze do Krakowa a Mama zapowiedziała odwiedziny na nasze wspólnie wyprawiane urodziny,  ale z cała resztą kontakty utrzymujemy przez telefon.

Coś czuje, że teraz do Poznania bedziemy sie wybierać na wakacje :-)).

Staś chodzi od miesiąca. Wymienia wszystkie imiona ludzi poznanych(brzmienie dość zdeformowane) i nazwy przedmiotów, które zapewne wedlug jakiegos, nieznanego nam kryterium, wydały sie Stasiowi istotne:
plalka (pralka)
tlato(traktor)
uś,uś (fotel bujany)
kułka (kurka)
dida(dzidzia)

potrafi naśladować krowe, psa,koguta, kota,osiołka, wronę, kichnięcie, szum wody, auto, krajalnicę oraz wykonuje wariacje na temat śpiewu własnej matki (la, la ,la,la).

Czynimy zatem  wszyscy troje postępy w kierunku odpowiednim i niech tak dalej będzie. Dla moich przemiłych Pań uściski z południa (Chuda, mam do Ciebie teraz rzucik beretem). Ilustracje wkrótce.

Królik




Z Mama Galina (maj)



Stas w stokrotkach (maj)



Tesciowa najlepsza pod sloncem



W oczekiwaniu na piasek (Stas w nowej piaskownicy, Bielsko)



Zamek w Lipowcu (czerwiec)



Pola we wsi Pilica (czerwiec)




Stas w ogrodku (czerwiec)



Urodzinowy obiadek Nusiora (czerwiec)



Popoludniowe pluskanie w ogrodku (czerwiec)




Wycieczka na Koskowa (okolice Zawadki, czerwiec)




niebieskie zabki po raz pierwszy (Koskowa, czerwiec)




Stas ze mna. Zawadka, czerwiec

pursulka 2008-07-04 14:05:04
skomentuj (9)
obrazki
Stasinek w Bielsku, marzec 08
Stasinek w Bielsku, marzec 2008

Photobucket

Co robi Stas gdy spie, Bielsko
pursulka 2008-05-13 13:49:11
skomentuj (6)
W stadzie raźniej
Wyglada na to, ze powinnam czesciej tak blog zaniedbywac.... przynajmniej niektorzy sie ujawaniaja w komentarzach (dzieki, Droga Silene).
Od przyjazdu, czas pedzi jak szalony. Spotkania rodzinne, ze znajomymi, przeplatane masa zalatwianych spraw urzedowych, odbiorem autka z Warszawy, wyjazdzami do Bielska wypelnily nam dwa miesiace po brzegi.
Tydzien temu wypakowalismy swoj dobytek z samochodu. rozlokowanie go zajelo nam 5 dni. Nie dlatego, ze bylo tego tak wiele ale glownie z powodu malej pojemnosci naszego lokum. Czesc rzeczy zladowala rzecz jasna w piwnicy a czesc u Mamy.
W malenkim naszym mieszkanku staramy sie trzymac rzeczy tylko najpotrzebniejsze. A i tak trudno w tym gniazdku utrzymac porzadek.
Moj fantastyczny maz jeszcze ciagle dostaje propozycje zatrudnienia, chociaz wlasciwie , czuje to, juz podjal decyzje. Sprawdza inne mozliwosci, pewnie bardziej z ciekawosci, niz z rzeczywistej checie skorzystania.
Wyglada na to, ze jednak przyjdzie nam osiasc w Poznaniu, chociaz Bielsko rowniez ma dosc ciekawa oferte.
Od tygodnia jest z nami Mama (Maksa). Przemila, skromna, cichutka, pomocna i pracowita jak mroweczka osoba. Piekne blond loczki okalaja jasna, szczera twarz z blekitnymi oczami. Mama rzadko kiedy siedzi bezczynnie. Jezeli nie robi na drutach (dla Stasinka szalik, dla Stasinka rekawiczki, dla Stasinka skarpetki) to zagniata ciasto na drozdzowe pierozki, piecze szangi (gniazdka z ciasta jak na pierogi z farszem zeimniaczanym i kwasna smietana na wierzchu) lub doglada barszczu ( wersja rosyjska -jak dla nas to kapusniak z burakiem dla koloru). Co rusz podtyka nam jakies smakolyki, zajmuje sie Stasinkiem, ma mnostwo energii i nic nie stanowi dla niej problemu (juz wiem skad Maks wzial takie podejscie do zycia).
Tydzien temu,na drugi dzien po Mamy przyjezdzie dostalismy zaprosznie od siostry mojej Mamy i jej meza. Pojechalismy pod Poznan, rozkoszowac sie wiosenna przyroda i pogoda. Wujek, urodzony na Bialorusi, z przyjemnoscia konwersowal z Mama w rodzimym jezyku, ciocia starala sie jak mogla przypomniec sobie wyuczony w szkole rosyjski a i moja Macierz nie zapomniala jezyka w gebie. Na zakonczenie dnia, wuj zaprosil nas wszystkich na wspanialy obiad trzydaniowy z deserem do wytwornej restauracji.
Po poworcie do domu, odebralismy telefon, ze wujostwo zapraszaja nas na kawe jak tylko wrocimy z Bielska.
Od paru dni jestesmy w gorach ponownie. Jest nam tu tak dobrze, ze jak poprzednio, trudno bedzie wyjechac. Kochana rodzinka, wspolne wycieczki, ogrodek z kwitnacymi jabloniami i czeresniami. Cisza, spokoj i przestrzen. Jutro  niestety ruszamy ponownie w droge.


Przed nami tydzien z tesciowa w POznaniu. W planach koncerty i muzea. A potem?
Potem juz zaplnowalismy spotkanie z Truskawka i jej trojka dzieci.
Tak, tutaj nigdy nie bedzie tak pusto, jak bylo w Myrtlach. Tam przychodzil weekend i wiedzielismy, ze mozemy go zaplanowac jak chcemy ale przewaznie we troje. I chociaz czasem brakuje mi tego naszego (i tylko naszego)czasu, to stokroc bardziej wole zyc w "stadzie".


Wszystkim Wam, moi drodzy zycze milych spotkan towarzysko- rodzinnych i udanych wyjazdow na kolejny dluuuugi weekend (tym razem pewnie pojedziemy nad morze)




pursulka 2008-05-03 11:00:08
skomentuj (4)
Witaj Polsko
Zycie nagle stalo sie tak intensywne, ze przestalam sprawdzac skrzynke mailowa, pisac bloga i w ogole korzystac z internetu. Inna sprawa, ze tego internetu nie bylo przez pare dni.
Wizyta klikudniowa u Taty nalezy do najbardziej udanych wizyt w moim zyciu. Nasza relacja zaciesnila sie barzdzo i chyba nie Stas jest tego przyczyna. Po raz pierwszy w przyplywie czulosci powiedzialam Tatusiowi, ze bardzo, ale to bardzo go kocham.

Siedzielismy, jak zwykle, przy winku i gitarze spiewajac do switu. Stas z Maksem dawno juz spali a my delektowalismy sie wspolnota korzeni, wspominkami o Dziadziulku, Babuni i swoja bliskoscia....
 
Dzisiaj minal tydzien, odkad Tato zostawil nas u Mamy. Byl to tydzien zalatwiania spraw waznych, w urzedach masci wszelakiej ale takze tydzien wypraw do sklepow z farbami, polkami i roletami.
Dzisiaj wyszorowalam lazienke od stop do glow a moi Panowie z luboscia zanurzyli swe cielska w cieplej wodzie, otoczonej pachnacymi kafelkami. Jutro czeka nas rozpakowanie paru toreb. Ale to tylko ten bagaz ktory przyjechal z nami. Reszta plynie spokojnie statkiem.
Juz teraz zaczynam sie zastanawiac gdzie my to wszystko pomiescimy. Mieszkanko, mimo paru przerobek, funkcjonalnych rozwiazan, polek pod sufit i przyslugujacej piwnicy, moze nie pomiescic calego naszego dobytku.
Ale tym sie bede martwic gdy przyjdzie na to czas.
Stas wydaje sie byc zadowolony, chociaz troche zmeczony. Maks wtopil sie w nasza rzeczywistosc latwiej niz przypuszczalam.
Wlasnie wrocilismy z poltoradniowego pobytu u przyjaciol (z trojka dzieci), pod Poznaniem. Maks, po tej wizycie przyznal mi racje..... wiele bysmy stracili zostaja tam. Bo takich zazylosci i wiezi nie sposob stworzyc przez pare miesiecy.

W czwartek ruszamy na poludnie, Maks pozna cala moja rodzine - Bielsko-Katowicko-Krakowska .
Beda to dla nas tez niewielkie wakacje....


Moze uda mi sie stamtad cos napisac.

P.S. Chyba adaptacja szybka, przychodzi mi coraz latwiej. Oprocz paru krzywych min przy ladowaniu w Berlinie (brzydko wyglada to miasto z lotu ptaka) i delikatnego rozczarowania widokami na trasie Berlin-Poznan, przeprowadzke przez ocean znioslam bardzo dzielnie i w dobrym nastroju. Zgrzyty zdarzyly sie pozniej, ale zloze to na karb niewielkiego metrazu mieszkania Mamy.

Dla wszystkich ucalowania juz z ziemi Polskiej.


pursulka 2008-03-17 01:16:56
skomentuj (16)
Update - przyjazd tesciowej

Mama pomoze w zalatwieniu zaproszenia ale:

-dlaczego moja tesciowa chce sie nam zwalic na glowe w sytuacji kiedy moj maz dopiero co przyjechal do obcego kraju, mieszkamy w kawalerce i nie mamy warunkow na goscine

- tesciowa bedzie glownie dla syna ciezarem, powinna powstrzymac swoje egoistyczne, emocjonalne zapedy aby zobaczyc ukochane synusia,

- moja mama wyladuje pewnie z dlugami albo kredytem bo ja sobie pewnie wyobrazam, ze ona bedzie moja tesciowa goscic przez miesiac ( a mama ledwo koniec z koncem wiaze)

- dom nie nadaje sie do przyjmowania gosci, lodowka swieci pustkami, w takim ukladzie ja moge sie najesc tylko wstydu

- powinnismy poczekac z zapraszaniem tesciowej do momentu kiedy nasza sytuacja lokalowa bedzie lepsza (kto wie kiedy to bedzie) albo mam zrobi remont (znaczy nigdy) a nie przyjmowac gosci, jezeli nie mamy na to warunkow, bo  w innym wypadku, zwalamy swoje problemy na glowe innym (czyt. Mamie)

- dobrze dobrze, mama pojdzie do urzedow i pozalatwia wszystko ale robi to tylko dla mnie, zebym mogla ugoscic swoja ukochana tesciowa.....

 Tiaaaaaaaaaaaa. Karmina chyba miala racje. Zazdroscica z mojej mamy, a pfe!
pursulka 2008-02-12 18:26:01
skomentuj (14)
inna strona USA
amerykanska wiocha
suvka
sunshine

Humanistycznie
Szczypta psychologii
Pisac, pisac, i jeszcze raz pisac.....

Janda
O czym mysli zapracowana aktorka

Alez to sa przeciez ulubione
Ladonna
Silene
Chuda i jej rodzina
dom-na-guziki kobiety piszacej doskonale
bardzo mila tesciowa
rosemary

pisza coraz rzadziej
Fiziulinek czyli bardziej obrazem niz slowem
Z przyjemnością Kobiety.... niektore talent dziedziczą
przyjaciele moich przyjaciol sa moimi przyjaciolmi
daylight
gio
autoterapia Juz nieco zapomniana.....przez autorke
{smscontact}